|
Ostatni mecz rundy jesiennej zakończył się dosłownie przed kwadransem. Piłkarze Dream Boysów siedzieli w szatni. Spoceni, zmęczeni, troszkę źli. Bo zaledwie zremisowali ten mecz, a przecież dwukrotnie prowadzili. I dosłownie zwycięstwo dali sobie wyrwać w przeciągu ostatniego kwadransa. Witek Dolny ze smutną miną poprawiał w lustrze swoją fryzurę – nie wykorzystał dziś ani jeden dobrej piłki zagrywanej przez kolegów. Przemek Biegacz smarował kremem wyjęte z rękawic ręce, puścił aż dwa gole – o co miał do siebie duże pretensje. Olek Bartkowski wykałaczkami czyścił z błota swoje korki – od kilku spotkań regularnie grał w pierwszym składzie, a dziś po raz pierwszy czuł duże fizyczne zmęczenie. W szatni panowała cisza. Taka z tych grobowych…
Jednak już niespełna godzinę po ostatnim gwizdku sędziego, gdy piłkarze odpoczywali po spotkaniu w swych apartamentach hotelu Czarek, niektórzy zapomnieli o trudach ligowej rywalizacji. Myśleli raczej jak rozpocząć należycie okres ligowej przerwy. Bo fakt iż trzeba jakoś zainaugurować przerwę w rozgrywkach w ogóle nie podlegał dyskusji. Przemek Biegacz niespełna tydzień temu obchodził swoje imieniny. Sobotni wieczór był więc doskonałą okazją aby wraz z kolegami uczcić to kieliszeczkiem czegoś mocniejszego. Już przed meczem dokonał stosownego zaproszenia kolegów. Jako miejsce wieczornej zabawy, posłuchawszy się rad stałych bywalców miejskich knajp Pawełka Lolla, Witka Dolnego, Pavla Djokovića i Kamila Kargula, wybrał klub Kakao. Niedawno otworzony lokal przyciągał żądnych zabawy klientów. Piłkarze odwiedzali go ostatnio nawet częściej niż lokal prezesa Błyska – słynną w mieście Erekcję. Do drzwi Zdzicha Gęsińskiego ktoś cicho zapukał. Po chwili w pokoju trenera pojawił się Aleksander Bartkowski. Gęsiński siedział na kanapie ze smutną miną i wpatrywał się tępym, zmęczonym wzrokiem w ekran telewizora, który emitował właśnie kolejny odcinek muzyczno – słownego show ”Czemuż oni śpiewają?”. - Co tak siedzisz samotnie Zdzisiu? – zapytał Bartkowski. - Zmęczony jestem… - odparł krótko trener. - Szczerze mówiąc to widać po tobie. – zgodził się Olek. – Mam dla Ciebie pewną propozycję. - Jaką? – prawa brew Gęsińskiego drgnęła pytająco. - No wiesz, jest sobotni wieczór, skończyliśmy rundę jesienną… - To akurat wiem… - przerwał Olkowi szkoleniowiec DB. - … i pomyślałem sobie iż moglibyśmy gdzieś wyskoczyć na jakieś piwko i trochę się zrelaksować. - A nie jesteś dziś na imieninach u Przemka Biegacza? – tym razem lewa brew Zdzicha znacząco się uniosła. - O, widzę że i o tym wiesz… - Trener musi być zawsze dobrze poinformowany o wszystkim co dzieje się w jego drużynie! – zauważył skromnie Gęsińki prężąc się niczym kot po śmietance. - Nie da się ukryć… Przemek i mnie zapraszał, ale mówiłem że zostanę dziś w domu. - Czemu zmieniłeś więc plany Olku? - Bo pomyślałem że może dasz się gdzieś wyciągnąć. - No nie wiem… - niechętnie odparł trener wypiwszy łyk zielonej herbaty. - Nie bądź taki niechętny Zdzisiu. Kiedyś panowała o Tobie opinia że nie przepuścisz żadnej okazji do dobrej zabawy. – zauważył z uśmiechem na twarzy Olek. - To było dawno. Kiedyś alkoholu nie odmawiałem… - Jedno małe piwko to przecież nie alkohol! - Oj… Namawiałeś, namawiałeś i namówiłeś! Przyjdź za 10 minut, jak już się przebiorę. Kilkanaście minut po godzinie 21 trzy taksówki zajechały na dziedziniec przed Kakao. Z pierwszej z nich wynurzyli się Przemek Biegacz czyli główny solenizant i organizator imprezy, Felek Koch, Witek Dolny, Pavlo Djoković oraz Dawid Amper. Z drugiej Kamil Kargul, Tobiasz Gęsiński, Szymek Ćwiartka oraz Kamil Strzałkowski. Z trzeciej wysiedli natomiast Karol Jastrząb, Maciej Kielecki oraz Stasiek Lekki. Gdy cała grupa zbliżała się już do wejścia, przepuścić musiała trzy młode blondyneczki wychodzące z Kakao. Przodem szedł Witek Dolny… - Oj, oj, oj… Dolny… - blondyneczki zaczęły piszczeć na widok piłkarza. Zdezorientowany Witek aż oniemiał. Reszta zawodników stanęła i przyglądała się zdarzeniu. – Panie Dolny, panie Dolny, możemy prosić autograf? – wrzasnęły piskliwym głosikiem młodziutkie niewiasty. Witek miło połechtany popularnością uśmiechnął się od ucha do ucha i wesołym głosem stwierdził iż będzie to dla niego sama przyjemność. Dziewczynki jeszcze bardziej zaczęły okazywać swą radość, popiskując przy tym radośnie. Dolny promieniał iż jest tak popularnym zawodnikiem, a jego koledzy stojąc dosłownie kładli się ze śmiechu stojąc kilka metrów dalej.
|