|
Niedługo po tym jak sędzia Michalski wznowił ligowy pojedynek pomiędzy Dream Boysami a Bystrzkami Bystrzyca, prezes Polskiego Towarzystwa Futbolowego Clemens Horacy Charold, z całą świtą wizytującą owe spotkanie, posiliwszy się nieco z powrotem zasiadł na trybunach. W przerwie meczu trenerzy Zdzichu Gęsiński i Aleksander Bartkowski wymienili bezproduktywnego Pavla Djokovića na młodego Karola Jastrzębia. Nie był to raczej majstersztyk taktyczny, gdyż zamiana gracza defensywnego na defensywnego raczej nie zwiększała polotu w grze zespołu, lecz najwyraźniej szkoleniowcy DB doszli do konkluzji iż takowe posunięcie będzie posunięciem jak najbardziej słusznym.
Pierwsze dziesięć minut drugiej połowy nie pozostawiło po sobie najmniejszego śladu na boisku. Akcje obydwu zespołów były wolne, nieskładne, raczej bez pomysłu i co najważniejsze nie niosły ze sobą praktycznie żadnego zagrożenia dla rywali. Na placu gry zaczęło coś się dziać dopiero w okolicy sześćdziesiątej minuty, gdy trener Gęsiński zmęczonego Witka Dolnego zastąpił Dawidem Amperem. Zwinny i ruchliwy ofensywny pomocnik wniósł wiele ożywienia w poczynania Dream Boysów. I nadeszła wreszcie siedemdziesiąta trzecia minuta meczu… Prawą stroną piłkę pociągnął młody Jastrząb, w środku pola znalazł nieco cofniętego Kamila Strzałkowskiego, nominalnego napastnika. Ten niewiele się zastanawiając zagrał na jeden kontakt prostopadłą piłkę do wychodzącego na czystą pozycję Szymka Ćwiartki. Ćwiartka przyjął futbolówkę, wpadł w pole karne. Dopadł do niego jeden z obrońców gości i… Ćwiartka upadł w polu karnym jak długi. Wszyscy piłkarze biorący udział w pojedynku stanęli jak wryci. Patrzyli na sędziego Michalskiego, który powinien podyktować rzut karny dla Dream Boysów. Arbiter powoli biegł w kierunku jedenastego metra, Ćwiartka powoli podnosił się z murawy z lekkim uśmiechem na ustach. Z miejsc wstali też wszyscy na ławce rezerwowych DB. Sędzia Michalski zdecydowanym ruchem ręki wyciągnął z kieszonki żółtą kartkę i pokazał ją zdumionemu Ćwiartce, sugerując iż pomocnik Dream Boysów symuluje faul. Oburzenie zawodnika było wielkie, próbował coś tłumaczyć sędziemu, lecz ten w ogóle nie chciał słuchać, ostentacyjnie machając ręką. Także ławka rezerwowych DB z oburzenia aż wyskoczyła w górę. Zdenerwowany Olek Bartkowski aż rzucił bidonem z wodą. - No co za cholera z tego sędziego… - podsumował nieudolność arbitra. Jednak prawdziwą złość uwypuklił prezes Charold. On dopiero był zdenerwowany na błędną decyzję sędziego. - Co ty wyprawiasz szmaciarzu?! Ty sędziować nie umiesz!!! – wrzeszczał z trybuny honorowej w kierunku arbitra. – Do Włocławka pojedziesz! Do Włocławka Cie zaraz zabiorą patafianie! – jego współpracownicy z Gienkiem Rdzeniem na czele próbowali go uspokajać, tłumacząc iż jako zwierzchnikowi sędziów w kraju nie wypada się mu tak zachowywać, lecz ten nic sobie z uwag i prób uspokojenia nie robił. – Ty już więcej sędziował nie będziesz padalcu!!! Emocje zdenerwowanych powoli opadały, jednak gra Dream Boysów już do końca meczu nie uległa poprawie. Ich występ po prostu wyszedł średnio. I całkiem zasłużenie jedynie bezbramkowo zremisowali z Bystrzakami. Po spotkaniu Charold razem z innymi delegatami ze stolicy, wszedł do szatni obydwu zespołów, gratulując im dobrego spotkania. Rzecz jasna w szatni DB przebywał znacznie dłużej. Indywidualnie uściskał każdego z zawodników, z trenerami zamieniając kilka dłuższych zdań. - Mamy nadzieję iż pan prezes zaszczyci nas swoją obecnością na skromnej kolacji? – zapytał w imieniu drużyny Olek Bartkowski. - Ależ oczywiście, ależ oczywiście… - Charold z zadowoleniem poklepał się po nieco obfitym brzuchu. Wychodząc z szatni gospodarzy zupełnie przypadkiem natknął się na sędziego Malinowskiego. - Ty partaczu, ty pachołku!!! Kto cię sędziować uczył! – powitał arbitra w niezwykle uprzejmy sposób. Sędzia Michalski zrobił jedynie ze zdziwienia wielkie oczy i nieco poczerwieniał na licach. Charold kontynuował miłą i serdeczną wyliczankę po kierunkiem arbitra. - Przecież ten karny był ewidentny! Nawet ślepy by to zobaczył! Ty już w naszym kraju żadnego meczu nie posędziujesz! Ja osobiście dopilnuje patałachu abyś już więcej po boisku nie biegał! – jednak Gienek Rdzeń wziął pod bok swojego pryncypała i zdecydowanym krokiem wyprowadził z budynku. Kilkanaście minut po godzinie 21 cała drużyna w komplecie oczekiwała w restauracji hotelu ”Majonez”. Za długim stołem na kilkadziesiąt miejsc zasiedli wszyscy piłkarze, trenerzy Gęsiński i Bartkowski, doktor Pawłowski, prezes Błysk z sekretarzem Kubełkiem. Byli też goście specjalni redaktor Echa Miasta Krzysztof Gburalski, który miał za zadanie napisanie kilku pochlebnych słów relacji z wizyty delegatów Polskiego Towarzystwa Futbolowego, Franciszek Kielecki – sponsor zespołu, a także Mateusz Zakrętka, były szkoleniowiec DB, obecnie pracujący z piłkarzami Monoplastyki. Zaproszeni zostali także szkoleniowcy Bystrzaków Bystrzyca i prezesi tego klubu. Wprawdzie zaproszenia powędrowały także do arbitrów spotkania, jednak Ci z zupełnie nie znanych przyczyn na proszonej kolacji się nie stawili. Zebrani na sali nerwowo oczekiwali na przybycie Charolda ze świtą. Ci jednak spóźniali się. Nikt nie śmiał rozpocząć konsumpcji, więc zebrani goście zabawiali się rozmową. Jedną z dyskutujących par tworzyli trener Zakrętka i Kamil Kargul. - To co panie trenerze, jest szansa abym grał w waszym zespole? – dopytywał się Kargul, nieco poirytowany faktem iż Gęsiński ciągle pomija go w meczowych składach. - Przydałby mi się waleczny obrońca, gdyż po zimowej przerwie chcemy zaatakować członowe lokaty! – zapewnił Zakrętka. – Więc myślę Kamilu, że o ile Zdzichu nie będzie się upierał przy twoim pozostaniu w Dream Boysach, to już niebawem będziesz podstawowym zawodnikiem w Monoplastyce. - To dobrze – ucieszył się Kargul. - No bo jak można nie doceniać takiego piłkarskiego talentu. – Zakrętka zaczął komplementować zawodnika, nie szczędząc także uszczypliwości swemu koledze po fachu. – Przecież ten Gęsiński nie bardzo zna się na tym co robi… Wreszcie na salę hotelu ”Majonez” wkroczył żwawym krokiem Charold, razem z kilkoma delegatami. - Już jesteśmy, możemy zaczynać konsumpcję! - Cieszymy się niezmiernie drogi prezesie, iż zechciałeś przyjąć nasze zaproszenie. – w kurtuazyjny sposób odrzekł Florian Błysk. - A co mamy do picia? – wzrok Charolda w mig omiótł zastawione stoły. - Jest najlepsza woda ogniska, mamy też kilka buteleczek koniaczku. Wszystko co prezes lubi! - A czy jest moje ulubione cherry? - Oj… - Błysk przestraszył się iż o tym zapomniał, lecz zreflektował się w mig. – Ależ oczywiście, Mirku skocz do mojego samochodu i przynieś te buteleczki które zapomniałem wypakować z bagażnika. – I wręczył sekretarzowi Kubełkowi kluczyki do swego Audi. - Ale prezes nie ma w bagażniku żadnych buteleczek?! – wyszeptał mu do ucha zdziwiony Mirek. - No to podjedziesz do sklepu i kupisz! Gdy na stole znajdowały się już wszelkie niezbędne trunki, kelnerzy zabrali puste talerze po zupie borowikowej, a przynosili faszerowaną kaczkę, do głosu doszedł Zakrętka. - Chciałbym wznieść toast za obecność naszych wspaniałych gości! – zaczął przemowę, a gdy wszyscy zebrani opróżnili już swoje kieliszeczki, zaczął zupełnie z innej beczki. – Jak wiadomo nasz zespół zagrał dziś po niżej oczekiwań. Ale czegóż się spodziewać po tak warsztacie pracy tak marnego szkoleniowca jakim jest mój następca! Zdzichu Gęsiński o mało co nie zakrztusił się kęsem przeżuwanej kaczki. A Olek Bartkowski szepnął jedynie: - Oj, zaczyna się…
|